|
POLACY W ORGANACH POLICYJNYCH NIEMIEC HITLEROWSKICH
(Wybrane sylwetki)
Udział niektórych instytucji i formacji przedwojennego państwa polskiego w działaniach niemieckiego aparatu okupacyjnego w czasie II wojny światowej przez wiele powojennych lat był otoczony milczeniem, bądź oceniany w sposób jednoznacznie negatywny. Pierwsza z tych postaw wynikała z przekonania, że podjęcie w badaniach trudnych, niewygodnych problemów zniszczyć mogłoby obraz zachowań Polaków wobec najeźdźcy, na którym było miejsce wyłącznie na heroizm, walkę, cierpienie i zagładę. Gdy jednak materiały archiwalne i żywa pamięć
| "Polacy osoby polskiego pochodzenia w siłach zbrojnych i policji państw obcych" |
świadków przypominały zachowania i procesy nie pozwalające na dokonywanie tak jednoznacznych, aprobowanych propagandowo ocen, odpowiedzią była totalna krytyka nie pozwalająca na próby usprawiedliwienia, czy też tylko wytłumaczenia takich zachowań. Polak w latach wojny mógł być bowiem wyłącznie albo bohaterem, albo w najlepszym wypadku kolaborantem. Ten uproszczony, wynikający z emocji stereotyp dzięki upływowi czasu staje się przeszłością. Coraz częściej te jednostronne oceny są korygowane, co dobrze służy prawdzie historycznej, przywracającej honor i dobre imię instytucjom i osobom w przeszłości nie zawsze słusznie i zbyt pochopnie potępianym. Ten proces dotyczy m. in. jednej z części hitlerowskiego aparatu okupacyjnego, jakim była na terenie Generalnego Gubernatorstwa Policja Polska, zwana też popularnie "granatową".
Ramy wystąpienia nie dają szansy, a temat konferencji nie zezwala, na szersze odniesienie się do trudnego i skomplikowanego zagadnienia jakim była działalność wspomnianej Policji Polskiej. Potrzeba osadzenia tytułowego problemu w realiach czasu oraz wyjaśnienia jego zgodności z problematyką konferencji, wymaga jednak kilku słów wprowadzenia.
III Rzesza we wszystkich anektowanych bądź podbitych krajach - za wyjątkiem ZSRR - zachowała działalność miejscowych służb policyjnych. Tak było i w okupowanej Polsce. Po krótkim okresie zarządu wojskowego i rozwiązaniu straży obywatelskich utworzonych w wielu miastach we wrześniu 1939 roku, rozkazem Wyższego Dowódcy SS i Policji z 30 października powołano do służby wszystkich funkcjonariuszy Policji Państwowej znajdujących się na obszarze Generalnego Gubernatorstwa , utworzonego 26 października 1939 roku. Źródłem zaś pierwszych uzupełnień stali się policjanci wysiedleni z ziem wcielonych do Rzeszy, ewentualnie tam aresztowani i deportowani do GG. Oczywiście na ziemiach wcielonych do Rzeszy nie mogło być mowy o zaistnieniu polskiej policji.
Policja ta, zwana zarówno przez okupantów, jak i we własnej dokumentacji oraz w wewnętrznym obiegu korespondencji organizacji podziemnych
Policją Polską
(Polnische Polizei) - PP (skrót pozostał ten sam), przez społeczeństwo zaś - zarówno wtedy, jak i po wojnie, również w literaturze przedmiotu - była powszechnie nazywana policją granatową , od nie zmienionego koloru i kroju mundurów, pozbawionych elementów państwowych. (orzeł na czapce został zastąpiony herbem miasta bądź gminy). Oba więc terminy: Policja Polska i policja granatowa występowały równolegle.
Policja ta była kontynuatorką przedwojennej Policji Państwowej w sensie organizacyjnym (te same urzędy i budynki) oraz kadrowym, a także pod względem formalnoprawnym. Pozostały przedwojenne regulaminy i przepisy służbowe. Jako policja pomocnicza policji niemieckiej pozostawała w pionie niemieckiej policji porządkowej (Ordnungspolizei - Orpo).
Formalną datą utworzenia Policji Polskiej GG jest 17 grudnia 1939 roku, kiedy Gubernator Generalny , Hans Frank, wydał zarządzenie o organizacji tej formacji. Miesiąc później, 19 stycznia 1940 roku, Wyższy Dowódca SS i Policji F. W. Kruger na posiedzeniu "rządu" GG oświadczył: "Tymczasem przeprowadzona została odbudowa polskiej policji i wprowadzenie jej do służby, w związku z czym można oczekiwać pożytku z jej działalności. Dotychczas policja ta była, że tak powiem samodzielna i z wyjątkiem swych naczelnych władz sprawiała wrażenie instytucji czysto polskiej. Również w jej obrębie powołano urzędy polskich komendantów ( na szczeblu dystryktów - PM ). Ta regulacja została jednak zmieniona. Dowódca Orpo wydał polecenie, aby na czele policji polskiej w dystrykcie stał komendant Orpo. Obecnie także niższe organy polskiej policji zostaną podporządkowane niemieckiemu dowództwu".
Tak więc, PP została podporządkowana terenowym organom policji niemieckiej przy ograniczonym zwierzchnictwie polskich władz policyjnych i miała praktycznie podwójną podległość bowiem była podporządkowana niemieckim i swoim własnym władzom.
Na czele policji porządkowej w każdym dystrykcie stał jej komendant , któremu podlegali komendant policji ochronnej i komendant żandarmerii. Niemcy oceniając wysoko fachowość Policji Polskiej, nałożyli na nią obowiązek pełnej ochrony bezpieczeństwa i porządku publicznego. Dał temu wyraz H. Himmler stwierdzając 5 maja 1940 roku "zapewnienie ogólnej służby policyjnej w GG jest zadaniem polskiej policji. Niemiecka policja wkracza tylko wówczas, jeśli wymaga tego interes niemiecki oraz nadzoruje polską policję".
Wspomniane najogólniej zadania Polskiej Policji, a także jej organizacyjna podległość im sposób dowodzenia sprawiają, że w sposób bezdyskusyjny jest ona uznawana za część hitlerowskiego aparatu okupacyjnego. To z kolei powoduje, że również jej funkcjonariusze, wywodzący się początkowo niemal wyłącznie z Policji Państwowej II RP wpisali w swoje życiorysy służbę w organach policyjnych III Rzeszy.
Sytuacje ekstremalne, a taką była niewątpliwie służba w latach wojny w aparacie policyjnym najeźdźcy, rodzą zachowania i postawy niezwykle różnorodne, wyczerpujące gamę możliwości jakimi dysponuje człowiek. Prawidłowość ta znalazła pełne potwierdzenie w postępowaniu poszczególnych funkcjonariuszy Policji Polskiej, zdolnych z jednej strony do zachowań heroicznych bądź po prostu wyrażających solidarność narodową, z drugiej nacechowanych tchórzostwem, podłością lub chęcią osiągnięcia zysku za wszelką cenę, nie wyłączając życia ludzkiego.
Prezentowane niżej sylwetki trzech kolejnych komendantów Policji Polskiej na miasto Warszawę, nie są reprezentatywne dla wspomnianej amplitudy zachowań. Wręcz można powiedzieć, że zostały dobrane tendencyjnie, gdyż odzwierciedlają jedynie postawy tej lepszej części ich podwładnych, którzy nie zapomnieli, że nowy przydział organizacyjny nie zwalniał od wierności państwu polskiemu oraz nie stanowił żadnej delegacji dla nieuzasadnionego represjonowania jego obywateli. Jednak nie chęć upiększenia rzeczywistości była motywem tego wyboru. Zdecydowało o nim przede wszystkim kryterium formalne, jakim był zamiar zaprezentowania sylwetek kolejnych komendantów największej polskiej jednostki policyjnej w Generalnej Guberni.
Policjantem któremu historia powierzyła zadanie przekształcenia policji niepodległego państwa w część aparatu administracyjnego agresora, był ppłk. Marian Stefan Kozielewski. Było to dla niego, jak i zapewne dla każdego innego na jego miejscu, zadanie niezwykle trudne, nie tyle z powodów organizacyjnych, co konieczności przełamania oporów moralnych, jakie musiały towarzyszyć takiej decyzji, szczególnie u człowieka mającego ugruntowany system wartości i dla którego patriotyzm oraz służba dla państwa nie były pojęciami gołosłownymi.
Marian Kozielewski urodził się 6 września 1897 roku w Łodzi i był, co jest niemal nieznane, starszym o 16 lat bratem, późniejszego legendarnego kuriera z Warszawy znanego pod nazwiskiem Jana Karskiego, a faktycznie Jana Kozielewskiego. Od września 1914 roku służył ochotniczo w Legionach Polskich. Ranny w sierpniu 1915 roku, leczył się w szpitalu. Ponieważ z baraku dokumentów władze niemieckie nie zezwoliły mu na powrót do jednostki, od marca 1916 roku pracował w kopalni węgla w Saksonii. Po powrocie do kraju w grudniu tego roku podjął ponownie służbę w Legionach, aż do tzw. kryzysu przysięgowego (lipiec 1917) w wyniku którego został osadzony w obozie dla internowanych w Szczypiornie, później w Łomży, by w marcu zostać zwolnionym z powodu choroby. Podjął wówczas działalność w POW i był kolejno dowódcą sekcji, plutonu i kompanii oraz komendantem lokalnej organizacji POW w nieodległym od miejsca urodzenia Rogowie pow. Brzeziny. W listopadzie 1918 roku gdy rodziła się niepodległość, uczestniczył w opanowaniu dworca kolejowego Łódź - Fabryczna. W grudniu zgłosił akces do Wojska Polskiego i służył w 28 pp Strzelców Kaniowskich. Zwolniony z wojska w lutym 1919 roku, jako niezdolny do noszenia broni, przeszedł do pracy w powstających organach bezpieczeństwa. Od lipca tego roku służył w Policji Państwowej z dwoma przerwami: od sierpnia 1920 roku do grudnia tego roku dowodząc kompanią ochotniczego policyjnego 213 pp podczas wojny polsko-radzieckiej, a w okresie styczeń - marzec 1923 roku, dowodząc kompanią przy obsadzaniu granic RP na Wileńszczyźnie. W październiku 1931 roku został komendantem wojewódzkim PP we Lwowie, a po zabójstwie ministra spraw wewnętrznych Bronisława Pierackiego (czerwiec 1934 roku), przeniesiono go na stanowisko komendanta PP m. st. Warszawy. Stanowisko to piastował bez przerwy aż do września 1939 roku. Podjął wtedy jedną z wielu trudnych decyzji - szczególnie dla oficera - nie wyrażając zgody na ewakuację na Wschód podległego mu garnizonu, co było niesubordynacją wobec rozkazu Naczelnego Wodza. Uchronił jednak w ten niezamierzony sposób wielu policjantów od dołów śmierci w Miednoje, włączając ich w zamian - też w sposób niezamierzony - w system władz administracyjnych wroga.
Umowa kapitulacyjna, jaką podpisało 27 września 1939 roku dowództwo obrony Warszawy, nakazywała pozostanie w służbie korpusowi Policji Państwowej m. st. Warszawy w pełnym stanie, z zastrzeżeniem użycia go do spraw porządkowych. Płk M. Kozielewski i inni oficerowie Policji nie wierząc w dotrzymanie przez Niemców warunków kapitulacji początkowo nie zamierzali wypełnić tych postanowień, chcąc podzielić los obrońców stolicy. Dopiero presja prezydenta Starzyńskiego i innych polityków skłoniła dowództwo Policji do rezygnacji z tych zamiarów. Płk. M. Kozielewski ustępstwo to traktował jednak w kategoriach czysto formalnych, bowiem na ostatniej odprawie z podległymi sobie funkcjonariuszami w sposób jednoznaczny nakreślił powinności formacji w nowych warunkach mówiąc, że będzie ona organizacją sabotującą zarządzenia niemieckie wymierzone przeciwko społeczeństwu polskiemu, uprawiającą dywersję i walczącą z okupantem. Ta perspektywa przekonała zdecydowana większość wątpiących, przez co tylko nieliczni policjanci nie kontynuowali służby.
Płk. M. Kozielewski realizując nakreślony program działania, w październiku 1939 roku za pośrednictwem znanego mu osobiście byłego ministra spraw wewnętrznych Mariana Borzęckiego podporządkował się Centralnemu Komitetowi Organizacji Niepodległościowych, traktując go jako reprezentację Rządu RP na Uchodźstwie. Korzystając jednak z misji swego brata Jana Karskiego, który w styczniu wyjechał po raz pierwszy do Francji, ponowił deklarację lojalności wobec władz Rzeczpospolitej. Przesłał też za jego pośrednictwem wykaz godnych zaufania policjantów, co stanowiło rekomendację do ich wykorzystania w pracy konspiracyjnej. Jednocześnie Kozielewski - jak pisał później J. Karski w swoim raporcie - oświadczył, że żadnej przysięgi na wierność III Rzeszy składał nie będzie i gdyby Niemcy jej zażądali, zlikwiduje się.
7 maja 1940 roku M. Kozielewski wraz z kilkudziesięcioma podległymi sobie oficerami został aresztowany i osadzony na Pawiaku, skąd w sierpniu został wywieziony pierwszym transportem do obozu w Oświęcimiu. Zwolniony stamtąd w maju 1941 roku powrócił do Warszawy i włączył się w nurt pracy konspiracyjnej. Został organizatorem i pierwszym Komendantem Głównym Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa i Straży Samorządowych, formacji policyjnych podległych Delegaturze Rządu na Kraj. Pod koniec 1943 roku funkcje te przekazał reprezentantowi Polskiego Stronnictwa Ludowego. W czasie Powstania Warszawskiego odniósł obrażenia, a po jego kapitulacji wraz z ludnością cywilną opuścił Warszawę. Przedostał się do Szydłowca, a po zakończeniu wojny powrócił w maju 1945 roku do rodzinnej Łodzi. W styczniu 1946 roku, wraz z żoną, opuścił kraj i przez Niemcy, przedostał się do Francji. Przebywał w Reimss oraz w Paryżu. W 1949 roku wyjechał do Kanady, gdzie po krótkim pobycie w Montrealu osiadł na farmie w New Glasgow. Od maja 1956 roku ponownie zamieszkał w Montrealu, gdzie pracował jako lokaj, a żona jako kucharka. W 1960 roku przeniósł się do USA. Odmówił przyjęcia zaoferowanego przez władze amerykańskie zasiłku, przyznawanego zasłużonym uchodźcom politycznym i zarabiał na utrzymanie jako nocny stróż w jednej z galerii obrazów. Ze swoich skromnych zarobków wysyłał jednak co miesiąc stałe zasiłki dla kilkunastu osób w kraju. Zmarł tragicznie 8 lipca 1964 roku w Waszyngtonie. Był trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych, Srebrnym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Niepodległości.
Następcą płk. M. Kozielewskiego na stanowisku komendanta Policji Polskiej m. Warszawy został podinspektor (podpułkownik) Aleksander Reszczyński, którego droga do tej funkcji była podobna do poprzednika. Odnosi się to szczególnie do aktywności w latach I wojny światowej, kiedy to A. Reszczyński włączył się w prace Polskiej Organizacji Wojskowej, z ramienia której uczestniczył w przygotowaniach do powołania Straży Obywatelskiej, do czego doszło ostatecznie w lipcu 1915 roku. Również w listopadzie 1918 roku, podobnie jak wielu innych Polaków, brał udział w rozbrajaniu Niemców.
Po odzyskaniu niepodległości w decyzjach A. Reszczyńskiego łatwo dostrzec jego zainteresowanie służbą dla państwa, przy dość dużej obojętności na barwy polityczne w jakich mogła być ona wyrażana. Tak bowiem trzeba ocenić jego akces również w listopadzie 1918 roku do organizowanej przez Narodową Demokrację Straży Narodowej oraz przeniesienie się w marcu roku następnego do stojącej na przeciwnym biegunie politycznym Milicji Ludowej, pozostającej pod ideowym wpływem Polskiej Partii Socjalistycznej.
W czasie wojny polsko-radzieckiej w 1920 roku A. Reszczyński był współorganizatorem batalionów policyjnych, na bazie których powstał później 213 policyjny ochotniczy pułk piechoty. Nie zezwolono mu jednak - jak i innym oficerom, których nie było w nadmiarze - na pójście na front. W listopadzie 1922 roku został awansowany do stopnia nadkomisarza, a w lutym 1925 roku objął pierwsze w pełni samodzielne stanowisko; komendanta Policji Państwowej miasta Wilna. Od tego też czasu datuje się jego kariera jako wybitnego fachowca w zakresie kierowania policja w dużych miastach. Do 1939 roku był bowiem komendantem policji, oprócz wspomnianego Wilna, również w: Lwowie, Krakowie, Poznaniu i Lublinie.
W połowie września 1939 roku A. Reszczyński na rozkaz władz administracyjnych ewakuował się z całą policją lubelską na Wschód, ale 29 września - z nie wyjaśnionych powodów - wrócił z kilkoma oficerami do miasta. Wspólnie zorganizowali - zainspirowani doświadczeniami wyniesionym z I wojny - Obywatelską Straż Bezpieczeństwa, uznaną przez niemieckie władze okupacyjne za organ porządkowy. 30 października Straż jednak rozwiązano, a jej kadra weszła w skład utworzonej w międzyczasie Policji Polskiej. A. Reszczyński został wtedy oficerem łącznikowym Policji Polskiej przy komendancie żandarmerii dystryktu Lublin; funkcja ta była namiastką przedwojennego stanowiska komendanta wojewódzkiego Policji Państwowej. 26 VI 1940 roku po aresztowaniu M. Kozielewskiego, został przeniesiony do Warszawy, gdzie objął komendanta największej jednostki organizacyjnej Policji Polskiej. Na nowym stanowisku A. Reszczyński konsekwentnie reprezentował pogląd, że sprawne i fachowe działanie policji leży w interesie społeczeństwa. Wyraźnie sygnalizował to w jednym z rozkazów, w którym przestrzegał oficerów by nie tolerowali zaniedbań w służbie, a także podczas rutynowych odpraw w trakcie których wielokrotnie upominał przełożonych wszystkich szczebli aby nie dopuszczali do "dalszego obnoszenia munduru Policji Polskiej po mieście z piętnem brutala, łapownika i łajdaka".
W czasie okupacyjnej służby A. Reszczyński nie był członkiem żadnej ze struktur konspiracyjnych, co zapewne było wynikiem sygnalizowanej wcześniej apolityczności. Odrzucił więc też propozycję wstąpienia do Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa, podległego Delegaturze Rządu na Kraj. Nie oznaczało to jednak izolowania się wobec podziemia, a szczególnie wobec Armii Krajowej. Według licznych świadectw A. Reszczyński przekazał jej bowiem wiele informacji i ostrzeżeń przed planowanymi akcjami niemieckimi. Współpraca w takiej formie - bez organizacyjnych związków - znana była bardzo nielicznym, przez co komendant Policji Polskiej uznany by przez opinię publiczną za kolaboranta wysługującego się okupantom. To zapewne spowodowało wydanie na niego wyroku śmierci przez konspiracyjne struktury PPR. 4 marca 1943 roku członkowie Grupy Specjalnej Sztabu Głównego Gwardii Ludowej wtargnęli do mieszkania Reszczyńskiego i po jego powrocie z pracy, zlikwidowali go. Okoliczności tego tragicznego zdarzenia nie zostały jednak nigdy do końca wyjaśnione. Podziemie związane z rządem londyńskim nie miało bowiem takich możliwości, natomiast inicjatorzy i wykonawcy wyroku nie byli tym zainteresowani. To milczenie stawiające zabitego jak i jego rodzinę w bardzo niekorzystnej moralnie sytuacji , bo z piętnem zdrajcy, zostało przerwane dopiero w 1977 roku, kiedy w Londynie jedna z polskich komisji oświadczyła że żaden z Sądów Specjalnych Polski Podziemnej nie wydał wyroku skazującego na śmierć insp. A. Reszczyńskiego. Dodano jednocześnie, że był on współpracownikiem władz Polski Podziemnej i oddawał wywiadowi obronnemu Armii Krajowej cenne usługi oraz że nie ciążą na nim żadne przewinienia współpracy z wrogiem, mogące zniesławić go jako Polaka. To stanowisko przywracające A. Reszczyńskiemu dobre imię znane było jednak tylko nielicznym, przez co do dzisiaj jest on uznawany, jeśli nie za kolaboranta, to za osobę kontrowersyjną, nie potrafiącą zająć właściwego stanowiska wobec okupanta.
Ostatnim z trzech komendantów Policji Polskiej m. Warszawy był Franciszek Przymusiński. Jego droga zawodowa w wielu fragmentach związana była ze służbą policyjną i wojskową w państwach obcych, wobec czego wyczerpuje on najpełniej główne hasło konferencji. Urodził się w 1889 roku na Pomorzu. Od 1909 roku pozostawał w niemieckiej służbie państwowej i zapewne jeszcze wtedy przed wybuchem wojny, ukończył Stadtische Polizeischule w Dusseldorfie. W czasie wojny służył w wojsku niemieckim w artylerii ciężkiej i otrzymał krzyż żelazny. W latach 1918 - 1920, do przejęcia Bydgoszczy przez władze polskie, był kierownikiem Komisariatu przy Zarządzie Miejskim w Bydgoszczy. 1 X 1920 roku z uwagi na posiadane doświadczenie, przyjęto go do Policji Państwowej, powierzając mu funkcję kierownika Komisariatu I w Bydgoszczy. Później, aż do wybuchu wojny, pełnił funkcję komendanta powiatowego policji m. in. w Środzie Wielkopolskiej, Suwałkach, Rypinie. We wrześniu 1939 roku, wykonując rozkaz ewakuacji, opuścił to ostatnie miasto, by powrócić tam u schyłku działań wojennych. Dwukrotnie aresztowany i zwalniany w jesieni 1939 roku ostatecznie wyjechał z Rypina i w grudniu tego roku zameldował się u płk M. Kozielewskiego. Został wtedy, z uwagi na znakomitą znajomość języka niemieckiego, tłumaczem komendy Policji Polskiej w Warszawie. 7 maja 1940 roku wraz ze swym przełożonym i innymi oficerami został aresztowany, lecz jako jeden z nielicznych został wkrótce zwolniony i wyznaczony na pełniącego obowiązki komendanta. Funkcję tę sprawował przez 6 tygodni, aż do przejęcia jej przez płk. A. Reszczynskiego. Sam został jego zastępcą, a w październiku awansowano go do stopnia majora. Po zastrzeleniu przełożonego w marcu 1943 roku objął jego stanowisko i pozostawał na nim aż do wybuchu powstania. W międzyczasie ponownie został awansowany do stopnia podpułkownika, co było jednak wyrazem nie tyle uznania ze strony Niemców co dostosowaniem struktury polskiej policji do niemieckiej Ordnungspolizei, gdzie określonemu stanowisku odpowiadał przewidziany dlań stopień służbowy.
F. Przymusiński, ze wszystkich trzech komendantów policji polskiej w Warszawie, był niewątpliwie postacią najbardziej kontrowersyjną, jeśli brać pod uwagę jego stosunek do okupanta oraz polskich organizacji konspiracyjnych. Wpływ na to mały jego związki z niemieckim aparatem administracyjnym przed jak i w czasie I wojny światowej, co nie uwiarygodniało go wśród Polaków. Dystans ten pogłębiał sam zainteresowany, odmawiając - podobnie jak A. Reszczyński - przystąpienia do jakichkolwiek struktur podziemnego państwa polskiego. Ten brak organizacyjnych związków nie wykluczał naturalnie współpracy z polskim podziemiem, mającej jednakże charakter incydentalny i bardzo mocno zakonspirowany.
Z chwilą wybuchu powstania warszawskiego F. Przymusiński wraz z pozostałymi podległymi mu funkcjonariuszami został aresztowany przez Niemców, co wynikało z przyjętego przez nich wcześniej planu postępowania w takiej sytuacji. Uwolniony przez powstańców po zdobyciu komendy policji mieszczącej się w budynku przy Krakowskim Przedmieściu 1, został ponownie aresztowany przez władze powstańcze, a organy Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa wszczęły przeciwko niemu dochodzenie. Po upadku powstania F. Przymusiński opuścił Warszawę, by objąć w listopadzie stanowisko komendanta powiatowego Policji Polskiej w Łowiczu. Była to niewątpliwie bardzo nietrafna decyzja, gdyż udowodnił nią że związał się z okupantem na dobre i na złe i że swoją służbę traktował nie w kategoriach prymatu powinności wobec społeczeństwa polskiego, a jako sposób na przeżycie. Ten skrajny partykularyzm, trudny do zaakceptowania nawet w końcowym fragmencie wojny, stawia więc F. Przymusińskiego w dość niekorzystnym świetle, gdyż nie pozwala wykluczyć, że jego wcześniejsza rezerwa wobec polskich organizacji konspiracyjnych wynikała głównie z pobudek egoistycznych.
F. Przymusiński był jednym z najdłużej pozostających w służbie funkcjonariuszy Policji Polskiej. Gdy większość z nich zrezygnowała z tej działalności latem 1944 roku, pozostał na stanowisku w Łowiczu, aż do zajęcia tego miasta przez Armię Czerwoną. 18 stycznia 1945 roku został aresztowany prze NKWD i wywieziony w głąb ZSRR, gdzie zmarł prawdopodobnie pół roku później. Mimo śmierci jego działalność w czasie wojny była przedmiotem zainteresowania Komisji Rehabilitacyjnej, powstałej przy Prezydium Rady Ministrów na podstawie dekretu z 22 X 1947 roku "O dopuszczalności rehabilitacji osób, które były zatrudnione w policji państwowej ("granatowej") i straży więziennej w czasie okupacji niemieckiej". Nie dopatrzyła się ona w postępowaniu F. Przymusińskiego działania na szkodę narodu polskiego i postanowieniem z 10 kwietnia 1949 roku uznała go za zrehabilitowanego.
Postawy i losy trzech kolejnych komendantów Policji Polskiej m. Warszawy, największej polskiej jednostki policyjnej wchodzącej w skład niemieckiego aparatu okupacyjnego, w sposób przypadkowy acz symboliczny ilustrują najbardziej typowe zachowania ich podwładnych. Część z nich, tak jak M. Kozielewski, traktowała nową służbę wyłącznie jako przykry obowiązek, podjęty na polecenie dotychczasowych dowódców oraz stwarzający możliwości niesienia pomocy współrodakom i powstającym polskim organizacjom konspiracyjnym. Dla innych, tak jak dla A. Reszczyńskiego, motywy wynikające z pobudek patriotycznych jak i pragmatycznych, rozumianych jako obowiązek zapewnienia porządku publicznego, były zapewne również znaczące, niemniej demonstracyjna niechęć wobec ugrupowań politycznych i podporządkowanych im oddziałów zbrojnych, musiała rodzić wrażenie braku identyfikacji ze społeczeństwem polskim i przedkładania egoistycznego interesu nad interes grupowy. Postawy tej właśnie części policjantów najtrudniej jest obiektywnie ocenić, gdyż szlachetne być może motywy podjęcia służby były skutecznie kamuflowane jej nadzwyczaj rzetelnym wypełnianiem. Prowadziło to do osobistych tragedii, co w warunkach wojny miało wymiar śmierci lub infamii skutkującej również po wojnie. Ostatnia wreszcie grupa policjantów zatraciła się w trudnych i skomplikowanych warunkach wojny, przez co ich związki z okupantem nabrały cech typowej kolaboracji jeśli nie zdrady narodowej. Postawy tej właśnie grupy wypełnia zachowanie F. Przymusińskiego, który związał się z okupantem na przysłowiowe dobre i złe. Nie skorzystał, tak jak wielu innych, z możliwości porzucenia tej niewdzięcznej służby latem 1944 roku, lecz pozostał w niej do końca, do chwili wyzwolenia.
Systematyzowanie postaw przedstawicieli wyodrębnionych grup społecznych czy zawodowych jest zawsze trudne i ryzykowne, gdyż indywidualne motywy, zachowania i postawy są wtłaczane - ze szkodą dla zainteresowanych - w schemat przyjętych reguł czy tabel. Ta wada cechuje i powyższą klasyfikację. Została ona jednak przeprowadzona ponieważ zaprezentowane sylwetki trzech kolejnych komendantów Policji Polskiej były tak różnorodne, że wprost prowokowały do uogólnienia postaw ich podwładnych. Klasyfikacja ta mimo to nie wyczerpuje bogatej palety postaw i zachowań policjantów wchodzących w skład niemieckiego aparatu okupacyjnego, niemniej wskazuje na możliwości jakie miał każdy z nich i na sposoby ich urzeczywistniania.
Dr Piotr Majer
Literatura:
Bartoszewski W., 1859 dni Warszawy, wyd 2 , Kraków 1984r.
Getter M., Policja granatowa w Warszawie 1939 - 1944, w: Warszawa lat wojny i okupacji 1939 - 1944, Warszawa 1972, z. 2.
Getter M., Policja Polska w Generalnym Gubernatorstwie 1939 - 1945, w: Przegląd Policyjny 1999, nr. 53 - 54.
Hempel A., Pogrobowcy klęski. Rzecz o policji "granatowej" w Generalnym Gubernatorstwie 1939 - 1945, Warszawa 1987.
Kunert A., Słownik biograficzny konspiracji warszawskiej 1939 - 1944, Warzszawa 1991, t. 3
Marszalec J., Ochrona porządku i bezpieczeństwa publicznego w Powstaniu Warszawskim, Warszawa 1999.
Polski Słownik Biograficzny, T. 29, Wrocław 1986; T. 31, Wrocław 1988 - 1989. |